Od czego właściwie się zaczęło? Wielu twierdzi, że od premiery gry Quake, która na tamte czasy była totalnym hitem. Zastanówmy się jednak, co było wcześniej i tam poszukajmy pierwszych oznak esportu. No właśnie, czy aby na początku nie mieliśmy do czynienia z automatami? Czy nie wtedy po raz pierwszy porównywaliśmy swoje osiągnięcia z osiągnięciami innych? Fakt, tamten sport elektroniczny  niewiele miał wspólnego ze współczesnym. Ale to właśnie szał na maszyny i pierwsze rankingi wyświetlane zaraz po napisie „Game Over” można nazwać esportowym „rokiem zero”.

PONG

Rozgrywka w pierwszego PONGa opierałą się na kilka ruchomych pikselach

Już w 1972 roku powstał pierwszy prymitywny automat do gry w PONG. Rozgrywka miała odwzorowywać potyczki znane z kortów tenisowych - oczywiście w miarę możliwości oferowanych przez tamtejsze technologie. Gra oparta na kilku poruszających się pikselach osiągnęła niemały sukces. Trudno się więc dziwić, że do dziś mamy do czynienia z jej zmodyfikowanymi wersjami. Z czasem automaty były udoskonalane, pojawiały się kolejne gry, które coraz większy nacisk kładły na rywalizację. Wielu z nas wrzucając monetę liczyło na pobicie rekordu i wpisanie się na listę najlepszych playerów. Nie każdy jednak mógł się takim osiągnięciem pochwalić. 

W czasach największej popularności automatów, najbardziej zagorzali gracze spędzali przed nimi przecież wiele godzin. Oczywiste jest, że ci mniej zaangażowani zostawali w tyle. Tak zresztą pozostało do dziś - chcąc osiągnąć sukces trzeba trenować. Wtedy wypadało mieć kilkadziesiąt monet, dziś zastąpił je sprzęt, który często różnicuje graczy. Taki właśnie esport towarzyszył nam przez kilka długich lat. Jednak wtedy nie spodziewano się, że nastąpi ogromny rozwój tej nienazwanej i nieznanej jeszcze dyscypliny.