Natrząsania się z cudzych nieszczęść było sporo. Tym razem również podniosły się tu i ówdzie głosy "zatroskanych" o losy imprezy działaczy esportowych i samych graczy. Najpierw poszły jak zwykle nieoficjalne wieści, które, jak się okazało, miały pokrycie w faktach, no a potem oficjalny komunikat organizatora - chyba jednak trochę za późno, bo już niemowlę wylano z kąpielą.

W ubiegłym roku mężem opatrzności dla polskiego esportu miał być niejaki Harry Kasperski (nie mylić z Potterem!), który pojawił się, niczym królik z kapelusza, u boku Pani Łączyńskiej. Złotousty Harry Kasperski nie był, niestety, Asem w rękawie organizatorów, fakt jednak, że zbajerował nie tylko Emilię Łączyńską, ale nawet samego głównego playboya polskiej sceny.

Tym razem za organizację wzięli się  włodarze naszej czołowej drużyny eksportowej Frag-eXecutors do spółki z całkiem nową na rynku firmą Playmakers. Zaczęło się od paru falstartów, które najpierw zaliczyło Playmakers - ich strona nadal wisi, jak wisiała z wieloma rozpoczętymi jakoś w okresie maja 2011 i niedokończonymi projektami, zapowiedziami i zapowiedziami zapowiedzi. Jedyne, co się chyba tam rusza, oprócz paru animacji na stronie to programy z cyklu Game Story, prowadzone przez Piotra Mańkowskiego.