Oczywiście, scenę w sensie fizycznym mamy i to w niektórych "dyscyplinach" całkiem niezłą, jednak w dalszym ciągu wszystko to przyćmiewają podziały. Niewątpliwie być one muszą - to nieuniknione - ale… czy naprawdę aż takie? Już piszę o co mi chodzi. Z jednej strony mamy ligi z podziałem na profesjonalistów, amatorów, no i te ogólnodostępne. Z drugiej strony mamy organizacje - na jednym biegunie młode, z amatorami w składach, zaś na przeciwległym te doświadczone, których line-upy stanowią gwiazdy obyte w esportowym światku. Przyglądając się od pewnego czasu z boku temu wszystkiemu, doszedłem do wniosku, że scena przepełniona jest hipokrytami. Tak, drodzy Państwo – hipokrytami!

Każdy z "koneserów" esportu domaga się, aby poziom polskich organizacji wzrastał, aby oferowały one coraz więcej na coraz to większym poziomie. No tak, oczekiwania są dość jasne. Takie same oczekiwania są wobec wirtualnych zawodników. Każdy z nas chciałby, abyśmy byli prawdziwą potęgą na esportowej mapie, jednak znowu mało kto zdaje sobie sprawę ile z naszych drużyn rozwija się w  prawidłowy sposób, chociażby trenując z najlepszymi zespołami świata. No ile? 5? 6? A co z resztą? Młodzi mają temperament, zapał, którzy studzą scenowi wyjadacze. Dlaczego? Dobre pytanie. Może po prostu boją się o swoje miejsce? Nawet jeśli już ktoś nowy pojawia się na scenie, to z miejsca wyzywany jest od "haxów" i "cziterów" tylko dlatego, że o kilka razy za dużo trafił w głowę. Nawet jeśli okaże się, że jest czysty, scenowi eksperci doszukują się oszustwa. O ironio.

Orzeł wylądował

Orzeł wylądował | fot. Marcin Nawrocki

Na chwilę obecną w Polsce prawdziwie profesjonalych drużyn mamy może z 5 z czego jedna chyli się ku upadkowi. O kim myślę nie muszę chyba mówić (a powyższy obrazek niczego nie sugeruje!), jednak jest ona doskonałym przykładem tego, jak doświadczenie może pomóc młodym organizacjom, które na co dzień są raczej besztane. To właśnie ta organizacja (a raczej ludzie ją tworzący) udowodniła, że w rok można zbudować solidne fundamenty i zaistnieć na scenie. Coś jednak jak zawsze się popsuło - taki okrutny ten świat. Do czego zmierzam? W Polsce mieliśmy próbę zawiązania związku organizacji, czy czegoś w tym stylu, który okazał się niewypałem, choć idee miał naprawdę godne pochwały. Współpraca organizacji przy pozyskiwaniu inwestorów, wypracowanie wspólnej polityki i kreowanie wizerunku sportów elektronicznych to inicjatywa jak najbardziej szlachetna , jednak nigdy nie zrealizowana.