Od zeszłego roku rozpoczął się wielki bum – twórcy i wydawcy stwierdzili, że mogą zarobić na starych, dobrych tytułach odmładzając je i pakując w ładne wdzianko. W taki sposób dostaliśmy tonę gier z dopiskiem HD, tak abyśmy pamiętali, że na Playstation 2 i na pierwszego Xbox'a powstało dużo interesujących produkcji. Dla jednych jest to chęć sięgnięcia do kieszeni użytkowników, dla drugich to świetna możliwość ponownego zagrania, bądź pierwszego poznania z dobrymi pozycjami. Na taki sam pomysł wpadli przedstawiciele Konami, którzy do jednego pudełka włożyli trzy części Metal Gear Solid. Dobra dwójka, ciekawa trójka i zaskakująca część z PSP w jednym pakiecie, to bez wątpienia ciekawy zastrzyk rozrywki.

Kiedy pierwszy raz dowiedziałem się o tym projekcie chciałem od razu zamówić swoją kopię, lecz włodarze Konami postanowili na początku obdarować swoim odsmażonym kotletem Amerykę oraz Azję. Na końcu, po przeszło 4 miesiącach, odbyła się premiera na Starym Kontynencie. Dopiero gdy po walkach z lokalnymi sprzedawcami dostałem swoje pudełko mogłem rozkoszować się przygodą, która poznałem kilka lat temu. Wtedy byłem jeszcze za młody, aby zrozumieć wszystkie dialogi, aby poznać każdy smaczek fabuł – teraz mając więcej obycia z językiem mogłem prawie całkowicie na nowo poznać historię mitycznego tajnego agenta.


(Porównanie grafiki - Snake wygląda dobrze!)

Porównując nowego MGS’a do pierwowzoru nie mamy do czynienia z większymi różnicami. Grafika została podciągnięta do jakości High Definition i patrząc na to okiem recenzenta muszę przyznać, że całość prezentuje się przyzwoicie. Oczywiście podciągnięcia do samego HD nie wywoła opadu szczęki, a nawet nie pojawi się efekt „wow”, lecz tytuł ten wygląda po prostu dobrze. Nie mamy do czynienia z obrzydliwymi teksturami, nikt także nie uzna, że pozycja ta wygląda paskudnie. Należy w tym miejscu pogratulować koderom, którzy potrafili w odpowiedni sposób odmłodzić swoje dziecko. Nawet teraz pozycja z 2001 roku, a mianowicie Metal Gear Solid 2: Sons Of Liberty, prezentuje się odpowiednio i każdy, kto jeszcze posiada w swojej szafie sprzęt poprzedniej generacji może przekonać się, że twórcy już wtedy wiedzieli jak tworzy się ładne gry. Jedyny mankament pojawia się, gdy spróbujemy odsłony z Playstation Portable – tutaj odczujemy różnicę czasu, a zarazem platformy, ale nadal da się grać.

Dźwięk brzmi epicko. Legendarne nuty zaprezentowane przez kompozytorów Konami mogą u wielu graczy wywołać gęsią skórkę. Osoby, które w latach młodości zapoznały się z przygodą „Węża” mogą ponownie poczuć piękno lat dorastania. Powrócą wszystkie wspomnienia, a gdy usłyszycie fenomenalny motyw przewodni, to poczujecie, że warto było wydać te kilka złotych na tę odmłodzoną przygodę. Niewątpliwie gracze, którzy nie mieli wcześniej styczności z tą historią nie poczują się pokrzywdzeni – także oni po kilku godzinach z grą będą w każdej wolnej chwili nucić muzykę skomponowaną przez Tappy’iego Iwase, która następnie na potrzeby MGS 2 przeszła remiks w wykonaniu Harry'ego Gregson-Williams'a. Do teraz możemy usłyszeć ten utwór w akompaniamentcie wielu orkiestr, które specjalizują się w wykonywaniu najbardziej znanych, a zarazem najlepszych kawałków z gier wideo