Tym razem wcielamy się w Murphy'ego Pendletona, który odsiaduje wyrok w zakładzie karnym. Po dość interesującej nocy zostaje z kilkoma skazańcami przewieziony do innego więzienia. Jednak podczas podróży dochodzi do wypadku, kierowca traci panowanie nad autobusem i wypada z trasy. Murphy z kraksy wychodzi z kilkoma siniakami i postanawia uciec w głąb lasu. Na nieszczęście aresztowanego droga ta prowadzi do południowej części miasteczka Silent Hill. Warto wspomnieć, że gracze nigdy wcześniej nie mogli odwiedzić tej strony mitycznego miasta, dało to twórcom możliwość stworzenia wielu atrakcyjnych lokacji. Dzięki temu żaden z zainteresowanych nie będzie czuł się znużony przechodzeniem kolejny raz tych samych miejsc. Oczywiście sentymentalni podróżnicy będą mogli zwiedzić znane zakątki. Sam bohater prezentuje się wyjątkowo dobrze, trzeba przyznać, że Czesi wykonali kawał dobrej roboty tworząc tę postać. Jest mroczna, ciekawa, a co najważniejsza tajemnicza. Od pierwszych informacji o ósmej części Silent Hill wydawca starał się stworzyć obok Murphy’ego wyjątkowy klimat, otoczka ta miała za zadanie zwabić fanów, którzy od kilku części wprost żądali porządnej głównej postaci. Jestem pewien, że nikt nie powinien narzekać. Fabuła jest budowana w standardowy do serii sposób – pojawiamy się w mieście, nikt nic nie wie, po drodze biegają kreatury, a my musimy uciec z tego obłędnego szaleństwa. Autorzy przebrnęli przez zadanie domowe i w grze pojawia się mnóstwo smaczków, które ucieszą fana tego znanego wzgórza.


Brudne lokacje potrafią przestraszyć.

Przedstawiciele Vatra Games od samego początku chce nam pokazać, że nie boją się innowacji. Widok z perspektywy trzeciej osoby jest nam dobrze znany, jednak Silent Hill jako sandbox, to zaskakującą nowością. Nie mamy tutaj do czynienia z klasyczną nieliniową rozgrywką, jednak twórcy postanowili oddać graczom do dyspozycji dużą część miasta i wiele budynków możemy przeszukać. We wcześniejszych odsłonach wchodziliśmy tylko do kilku kamienic, w których pchaliśmy do przodu główny wątek. Interesującym cukierkiem są misje dodatkowe – horror z zadaniami pobocznymi? Silent Hill z zadaniami pobocznymi?! Mimo pierwszych zastrzeżeń muszę przyznać, że zadania te są ciekawe i produkcja nie traci przez nie  ani trochę ze swojego niepowtarzalnego klimatu. Czesi odważnie podeszli do tematu unowocześnienia pozycji i ta próba pokazuje, że czasami warto zaryzykować. Innowacja pozwala nam przemieszczać się po wzgórzu kilka dodatkowych godzin, co oczywiście musi podobać się każdemu. Poważnym problemem serii od lat jest walka – sztywne, mało dynamiczne postacie, które anemicznie atakują przeróżne stwory. Skaza ta jest niechlubną wizytówką serii i niestety nowe studio nie zdołało zmazać plamy po poprzednikach. Nadal pojedynki z oponentami mogą denerwować, bohater dzierżąc w dłoni broń zachowuje się sztywno. Gra przyzwyczaiła nas już do tego, że najlepszym wyjściem z kłopotliwych sytuacji jest ucieczka, a walczyć powinniśmy tylko w ostateczności. Tutaj nie zmieniło się zbyt wiele. Do walki możemy wykorzystać prawie wszystkie napotkane przedmioty – łom, kawałek drewna, krzesło, czy też po prostu pistolet. Sympatycy kojarzą ten motyw, a nowi gracze musza się przyzwyczaić. Taki urok „Cichego Wzgórza”. Na ekranie nie uświadczymy paska ze stanem zdrowia – chcąc dowiedzieć się, czy Murphy jest ranny musimy obserwować jego strój, im więcej krwi, im wolniej porusza się bohater tym gorzej z jego zdrowiem. Ponadto wchodząc w statystyki możemy zobaczyć stan zdrowia w procentach.