To, co napisaliśmy wyżej powinno w zasadzie wystarczyć nam jako podsumowanie. Otrzymaliśmy gamingowy laptop, który w większości przypadków może nam zastąpić normalny komputer. Nie ma co ukrywać - monitory 4K są wciąż monitorami na wyrost, nie licząc specyficznych zastosowań. Model, który używamy do testów dzięki firmie Acer i już opisywaliśmy wcześniejpozwala nam się przekonać, że nawet mocny desktop jest dla nowych gier za słaby na granie w rozdzielczości 4K. Po ustaleniu i zaakceptowaniu tego faktu śmiało możemy przystąpić do grania w rozdzielczości Full HD. I wtedy nas nic już nie zaskoczy.

Laptop Predator 15, ze względu na mobilny (obcięty) model karty graficznej GTX 980M jest mniej więcej odpowiednikiem desktopowego zestawu z najbardziej obecnie popularną na świecie kartą graficzną, czyli GTX 970. Ze wskazaniem na desktop. Cena takiego komputera z monitorem Full HD (zwykłe FHD) przekracza 5000 PLN, o cenie laptopa lepiej nie myśleć i nie mówić, ale taka jest cena mobilnej mocy. Zresztą modelu z tą specyfikacją nie znaleźliśmy w sklepach, choć producent na starcie wyznaczył mu cenę 6999 PLN, ale raczej nie uwzglednił zmian kursu dolara.

Należy też pamiętać, że mobilność podczas grania jest bardzo ograniczona przez baterię, a nawet podczas normalnego użytkowania tak mocny sprzęt wysysa wręcz życie z akumulatora. Bateria z włączonym profilem maksymalnej wydajności wystarczyła nam na 2,5 godziny działania, co i tak jest przyzwoitym wynikiem.

A zatem jak wykorzystać nasz sprzęt? Przede wszystkim jako maszynę do grania na różnych lanach, gdzie musimy/możemy przyjechać z własnym komputerem. Wtedy jednak trochę szkoda będzie nam niezłego dźwięku, z którego nie skorzystamy. W podróży również, z uprzejmości wobec współpasażerów, nie użyjemy głośników wbudowanych w Predatora, które działają ponadprzeciętnie. Pozostaje delektować się dźwiękiem w domu.

W domu zaś z pewnością będziemy mieli inny monitor, większy. 15" to do grania za mało. To w zasadzie jedyny minus tej jednostki, oprócz mało mobilnej wagi. Wybór zaś większego modelu (+0,5kg) i tak nie na wiele nam się przyda, wewnątrz nic się nie zmieni, a 2 cale to niby dużo, ale coraz częściej używamy monitorów 26-28", a 22-24" są najpopularniejsze i przy nich nawet te 17" będzie wyglądać mizernie. Ale to "zaleta" wszystkich laptopów.

Cała reszta jest taka, jaka powinna być, by nam zapewnić dobrą zabawę bez wyrzeczeń - do tego dobrze wykonana, solidna i choć osobiście nie lubię za bardzo gamingowego "sznytu", tu projektantom udało się zachować równowagę i nie przekroczono granicy dobrego smaku. Połączenie gumowanej czerni obudowy z krwistą czerwienią, przyjemnej w dotyku, choć trochę za bardzo wrażliwej na odciski palców, jest wykonane na wysokim poziomie "stylistycznym".

Przemyślnie też zrobiono dodatkowe chłodzenie, które w kilku ruchach możemy zamienić z napędem DVD, co może się przydać w okresie letnim, bowiem wszystkie "gamingowe" jednostki są wrażliwe na temperatury. A przecież cały system chłodzenia naszego Predatora skonstruowano z myślą o wydajności i radzeniem sobie z każdym obciążeniem. Owszem laptop wtedy potrafi być głośny, a nawet bardzo głośny. Do tego stopnia, że siedzący kilka metrów ode mnie współpracownicy reagowali na włączające się wentylatory. Z drugiej strony patrząc w innych sytuacjach, czyli normalnej pracy, wystarczy nacisnąć jeden z pięciu programowalnych klawiszy oferowanych przez PredatorSense i nastanie cisza. Zaś podczas grania serio i tak będziemy używać słuchawek, a zatem głośność nas samych nie będzie razić.

I wtedy będziemy mogli całkowicie i bez ograniczeń oddać się rozrywce. A granie na takim sprzęcie to czysta przyjemność, dlatego, jeśli cena Was nie przerazi, a proponowana przez producenta jest konkurencyjna w stosunku do podobnych sprzetów innych firm, warto w ten sprzęt zainwestować, a drobne problemy, na które trafiłem, w niczym nie przeszkadzają w graniu. A zatem nasza rekomendacja w tym wypadku jest jak najbardziej na tak. Grać!