Cześć Janusz. Kogo jak kogo, ale Twojej osoby chyba nikomu nie muszę przedstawiać, dlatego lepiej od razu przejdźmy do pytań. W ubiegłym roku zdecydowałeś się na opuszczenie szeregów Cybersportu. Czy była to ciężka decyzja?

Trudna, jakże by inaczej, To przecież sześć lat upłynęło. Sporo było przy tym emocji, może też one wpłynęły na jej podjęcie. Z drugiej strony od dłuższego czasu nosiłem się z tym zamiarem. Rok wcześniej byłem bliski odejścia –  i pewnie gdybym dostał wtedy pracę, o którą się ubiegałem, odszedłbym dużo wcześniej, choć wtedy trochę inaczej to wyglądało i inaczej by się potoczyło. Sprzedanie Cybersportu ESL'owi w zasadzie utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma w tym towarzystwie dla mnie miejsca. Z perspektywy czasu, patrząc na to co się dzieje, lub nie dzieje, z Ligą Cybersport nie żałuję decyzji.

Jak wspominasz te wszystkie lata spędzone na współpracy z vibem i spółką?

Było sporo przyjemnych chwil, zabawnych niekiedy i trudnych również. W sumie z tego pierwszego okresu, jeszcze za czasów współpracy z Heyah, wszystko wyglądało niezwykle optymistycznie. To był najlepszy okres e-sportu, największy rozwój, parliśmy do przodu i chyba rozumieliśmy się doskonale, potem to wszystko się rozjechało. Odejście od Heyah, chociaż było związane również z kryzysem finansowym i problemami całej branży wciąż budzi we mnie pewien niesmak. Nie ja zadecydowałem o tym, ale jednak postąpiliśmy w jakiś sposób nielojalnie. Zresztą wielu ludzi podzielało to zdanie. Czytałem nawet głosy, że ta, jakby nie patrzeć zdrada, spowodowała, iż wiele firm spoza branży, potencjalnych partnerów, przestało nam, a wręcz całemu e-sportowemu środowisku ufać i już mało kto zaryzykuje wejście w ten „interes”. Największy młyn nastąpił wraz z przejściem pod skrzydła Plusa. Marketing i liczba sprzedanych starterów brała górę nad wszystkim, jakość zamieniliśmy w ilość. Tłukliśmy tury CS'a za turą, bo przecież spadnie nam oglądalność i w końcu, śmiem twierdzić, że zabiliśmy sami trzecią ligę.


Choć byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie powiedział, że z drugiej strony patrząc, nie było wcale tak źle. Udało mi się jeszcze zrobić Pan European Tournament - pierwszy w Polsce międzynarodowy turniej, no i było jeszcze Multikino z najlepszymi finałami ligi Cybersport, według niektórych (według mnie najlepsza była ostatnia impreza w Blue City). Ten pomysł, który już wcześniej próbowałem przepchnąć, wzorując się na niemieckich kinowych Intel Friday Night, cały czas jakoś nie mógł się przebić. Dopiero jak WCG zrobiło swoją imprezę w Złotych Tarasach nagle wszyscy w firmie stwierdzili, że to pomysł super no i dzieki temu zrobiliśmy swoje cybersportowe finały w Multikinie. Zresztą dużo lepiej niż zrobił to Samsung z WCG. W firmie doszło wręcz do zabawnej sytuacji, bo niektórzy z czasem zaczęli uważać, że robienie imprezy w kinie przez innych to podkradanie naszych pomysłów, choć de facto pomysł był i tak zerżnięty z Niemców, potem Maciek Wasyluk zrobił pierwszego EPS'a w krakowskim kinie, ale fakt faktem, Cybersport zrobił to najlepiej. Wszystko jednak i tak przelicytował Samsung organizując w Warszawie SEC.

Czy nadal utrzymujesz kontakt z byłymi współpracownikami?

W zasadzie nie, nie licząc jakichś oficjalnych spotkań. Nie nadajemy już na tych samych falach. Nie ma o czym nawet rozmawiać.

Jakiś czas później, naszą scenę obiegła informacja, że zdecydowałeś się na dołączenie do allplay. Dlaczego zdecydowałeś się na taką zmianę? Dlaczego wybrałeś właśnie tę opcję?

Jak już mówiłem z decyzją nosiłem się rok. Raz byłem bliski odejścia, potem było parę sytuacji, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że czas zmian nastąpił. Zresztą pojawiały się już, a przynajmniej ja tak to odbierałem, sygnały, że chyba w niektórych sytuacjach zacząłem przeszkadzać i to nie tylko ze względu na odmienne zdanie.

Do wyboru miałem znów dwie opcje, praca w innej branży i odejście ze sceny, albo pozostanie – tu wybór był jeden jedyny. Na scenie poza ESL Polska nie ma nic więcej, nic stałego, poza allplay. Oczywiście jest WCG, jest ESWC, EGU, EGP w Kłomnicach zadające kłam wszystkim teoriom, że tylko Warszawa i nic wiecej, ale to są jednorazowe imprezy. W zasadzie przeciąganie się, przesunięcie w czasie, pierwszej oferty ułatwiło mi podjęcie decyzji. Zdecydowałem się na allplay i pozostanie w branży.

Jaki dokładnie jest zakres Twoich obowiązków? Nad czym sprawujesz pieczę?

W teorii jestem Project Managerem allplaya (pisane małą czcionką, z obawą, by te literki nie spadły mi kiedyś na głowę i mnie nie przygniotły). Ze względu na charakter, może nieraz uciążliwy dla niektórych, mieszam się we wszystko po trochu. Uogólniając to wytyczam kierunek działania, prowadzę rozmowy z partnerami, szukam tychże, dalej rozdzielam to, co udało mi się załatwić na poszczególne gry, przygotowując terminarz i wg. stanu posiadania, listę turniejów. Przy okazji usprawniam wraz z programistami cały system i rozbudowuję go. Odpowiadam czasem na zgłoszenia typu – zapomniałem hasła (tych jest 70%) a ogólnie to jestem koordynatorem, czasem mediatorem, czy może łącznikiem między tymi wszystkim ludźmi pracującymi dla allplay, a więc adminami, redaktorami, programistami, grafikami, którym już w tym miejscu powinienem podziękować za ich wkład pracy i poświęcenie.

Czy jesteś zadowolony z tych kilku miesięcy spędzonych w allplay?

I tak, a nawet bardzo, bo mam nowe wyzwania. I nie, bo żałuję, że nie było mnie na starcie projektu. Jest trochę rzeczy, które, z różnych względów, nie zostały dokończone, a były w planach i specyfikacji i to teraz trochę pokutuje i opóźnia wiele rzeczy, które chciałbym robić, rozpocząć, a tu trzeba poczekać. Opór materii.

Widzisz jakieś różnice pomiędzy funkcjonowaniem Cybersportu, a allplay?

To zależy z jakiego okresu i z jakiego punktu widzenia? Decyzyjnie - kiedyś w Cybersporcie panowała demokracja. Raz na miesiąc, dwa, mniej więcej były spotkania, burza mózgów i wtedy podejmowane były wspólnie wszystkie decyzje, rozwiązywane spory, znajdowany kompromis itp., itd. Z czasem, gdy zmieniły się władze, przeszliśmy na ręczne sterowanie i wykonywanie poleceń. Mniej było odpowiedzialności, robota została inaczej rozdzielona, ale też mniej było, z mojego punktu widzenia, przyjemności z takiego systemu i podziału pracy.

Teraz spora część tej odpowiedzialności spadła bezpośrednio na mnie, ale nie boję się tej odpowiedzialności, ani mnie to nie męczy, a wręcz mobilizuje. A dzięki temu, że zaufano w dużym stopniu mojemu doświadczeniu, mam wolną rękę przy podejmowaniu sporej części decyzji dotyczących allplaya. Z innej strony jednak allplay to mniejsza firma niż Turtle Entertainment Polska i pole do obrobienia jest nadal dużo mniejsze. Ale patrząc na to, jak szybko rozrastamy się, zaczynam obawiać się, czy starczy nam rąk.

Szykujecie jakieś niespodzianki dla graczy? Być może macie w planach jakąś mniejszą/większą imprezę lanową?


Na chwilę obecną lany są tylko w planach. Tymczasem skupiamy się na działalności internetowej. Tej codziennej. Do tego mamy początek nowego roku, a stary dopiero co zakończyliśmy, stąd plany w zasadzie dopiero powstają na bazie nowego budżetu. Jak zresztą już widać, coś się działo i cały czas dzieje. Stałe laddery, konkurs filmowy zorganizowany wraz z firmą CM STORM, międzynarodowy turniej StarCraft 2, żeński turniej CS, turniej CSS, kilka turniejów LOL'a, konkursy. Jedne turnieje poganiają inne turnieje. Stały nasz partner QPAD wspiera większość z nich. Do tego nawiązaliśmy współpracę z Razerem, co zaowocowało turniejem FIFA 12, w którym, mimo paru kłód rzucanych pod nogi i tak wzięła udział cała polska czołówka. Wkrótce wraz z firmą Mad Catz rozpoczniemy kolejne turnieje. Myślę, że będzie się sporo działo i nie będzie czasu na nudę!