Pora na nieco bardziej ogólnikowe pytania. Powiedz, jak się zaczęła Twoja przygoda z e-sportem i kiedy to było?

W sumie trwa już jakieś dwanaście lat. Zaczęło się od klanu STER, który zakładaliśmy razem z immortalem, Gryniem, adrianosem i Neo. Potem wraz z Neo opuściliśmy STER i założyliśmy SPECNAZ. Wtedy też zaczęliśmy grać klanowo. Jeszcze bez większych sukcesów. Z czasem ja zająłem się organizacją, a Neo zaczął odnosić pierwsze sukcesy.

Z tamtych pierwszych lat pewnie warto wspomnieć mój pierwszy turniej Quake 3, który organizowałem we własnej kafejce internetowej. Potem był Pierwszy Poznański Turniej Counter-strike w 2002, który zrobiłem w domu kultury Sokół w Czerwonaku, a na który przyjechała cała polska CS'owa czołówka. Ten zresztą wspominam najmilej, tym bardziej, że właśnie mija dekada od tego wydarzenia. W tym samym czasie już nawiązałem współpracę z Ligą CS.pl, której byłem głównym adminem, ligą Cyberlandu, a dalej idąc zostałem managerem klanu Specster - 2S, który zdetronizował w Polsce Arcy, no i w końcu managerem PGS, z którym odnieśliśmy sporo sukcesów. W tym tytuł Mistrza Europy na SEC, dwie duże wygrane na InvexCupie w Czechach, oraz wyjazd do Bilbao na CPL.

Z organizacyjnych rzeczy warto także wspomnieć turniej MediaMarkt Górczewska, który zorganizowałem wraz z PGS, oraz w 2004 pierwsze PGA, o którym pewnie mało kto pamięta. W 2005 zacząłem współpracę z Cybersportem, dzięki "Sarionowi", czyli Sebastianowi Białkowi. W 2006 opuściłem PGS i przeszedłem na sześć lat do Cybersportu i tak już to poleciało. HLC, potem LC, potem C, potem TEP, a teraz allplay.

Twoja rodzina jest chyba najbardziej e-sportową rodziną w kraju! Jak się do tego odniesiesz?

W zasadzie to sformułowanie na wyrost, szczególnie obecnie. Kiedyś może było to bliższe prawdy, jednak nasze pogrywanie miało raczej casualowy wymiar. Wspólnie grywaliśmy tylko ffa. Było kilka takich serwerow i masa znajomych i przyjaciół, z którymi spotykaliśmy się, by się po prostu bawić, nie myśląc o rywalizacji. To przyszło później. Ale przypomnę, że również córka grała w CS i SPECNAZ wraz z nią właśnie w finale Poznańskiego Turnieju pokonał dawne Frag-eXecutors. Było to chyba pewnego rodzaju ewenementem – SPECNAZ w mieszanym, męsko-damskim  składzie wygrał ogólnopolski turniej.

Obecnie wygląda to inaczej. Jesteśmy może grającą rodziną, ale reszta gra już tylko dla zabawy. E-sportem zajmuję się ja - organizacyjnie, a gra tylko Filip. To co widzieliście kiedyś na TVN było typową telewizyjną manipulacją na potrzeby programu. Program ten zresztą, według scenariusza, miał nas pokazać jeszcze z innej strony, bo robimy masę innych rzeczy, w czym zresztą prym wiedzie moja lepsza połowa. Warsztaty artystyczne, "malowanie woskiem", wyplatanie wikliny, decoupage i wiele innych zajęć, których nazwy mężczyźnie nawet nie przystoi wymawiać :D. To wszystko zostało wycięte. Koniec końców woleli nas przyciąć do schematu, rozmijając sie z prawdą i pewnie niektórzy odebrali to wszystko jako patologię. Ale tak działa telewizja.

Cieszysz się, że Filip został profesjonalnym graczem, czy jako ojciec raczej wolałbyś, aby wybrał inną drogę?

W sumie nie mam zdania, cieszę się z sukcesów, tak samo, jak cieszyłbym się z jego sukcesów w każdej innej dziedzinie, a oceniać chyba jeszcze za wcześnie. Na to trzeba z pewnością czasu i perspektywy. Tej jeszcze nie było jak sobie wyrobić. Finansowo pewnie nie ma powodów do narzekania, choć oczywiście ¾ życia jeszcze przed nim, trudno powiedzieć dokąd zaprowadzi go ta pierwsza ¼. Zresztą to on będzie kiedyś oceniał to swoje życie i zastanawiał się, czy decyzje, które podejmował były złe, czy dobre? To przychodzi z wiekiem, po latach, gdy czasu jest coraz mniej, a on dziś jest jeszcze na to za młody, tak jak i ja pewnie w jego wieku byłem. Myślę jednak, że nie będzie miał czego żałować. Zwiedził kawał świata, czego mogę mu tylko zazdrościć. Za moich czasów wyprawa do DDR, albo Bułgarii była czymś niezapomnianym i równie egzotycznym.

Jak myślisz, czy obecny rok będzie należał do graczy ESC Gaming?

Nie wiem. Wszystko jest możliwe. W zasadzie tak się jakoś z nimi dzieje, że zwycięstwa i porażki następują seriami. Najpierw wygrywają wszystko, potem wszystko przegrywają. Chwała i upokorzenie, tak się jakoś to splata.

Ogólnie na to co robią patrzę z pewnym niepokojem, nazwijmy go mieszanymi uczuciami. Nadal uważam, że są najlepszym zespołem na świecie, mają potencjał, który jednak marnują, bo są w pewien sposób zdemoralizowani. Ich wzloty i upadki powinien chyba zbadać jakiś psycholog. Po super początku ubiegłego roku spoczęli, po raz kolejny zresztą, na laurach, zamiast na sam koniec życia ukochanej przez nich gry wziąć się do roboty i pozostać na szczycie.

Teraz jest jeszcze okazja wyciągnąć z tego coś dla siebie prywatnie, na przyszłość, zachować, żeby kiedyś nie nastąpił ten moment, o którym mówiłem wyżej. Żeby można bez żalu sobie powiedzieć, że decyzje, które podjęli były właściwymi decyzjami, że nie przegrali swojego życia, jak tylu "normalnych" sportowców. Ale to trzeba wziąć się do roboty, i to nie wtedy, gdy pali się pod tyłkiem, a do codziennej orki, do której kiedyś potrafili się zmobilizować, a teraz już nie. A może im się nie chce, może nastąpiło zmęczenie materiału...

Zresztą nie wiem, nie jestem nimi i może ze względu na różnice wieku patrzę na wszystko z innej perspektywy. Może sam w ich wieku robiłbym dokladnie to samo...

Jak Twoim zdaniem wygląda aktualnie kondycja krajowej sceny? Gonimy zachód?

Nie. I chyba ze względu na nasze cechy charakteru, jako nacji, oraz zaściankowość i tzw. miejsce – kiedyś geo, a teraz ekonopolityczne, będzie nam trudno to nadgonić. Jakby patrzeć na całość, jedynym zespołem stabilnym od lat jest DELTA, Fear Factory, ze względu na decyzję Creative zwinęło żagle, Frag-eXecutors zmarnowało potencjał, którym dysponowali, o reszcie, jak ALSEN i MaxFloPlay, trudno mi cokolwiek powiedzieć. Nie wiem, jak działają, jak wyglądają ich relacje sponsorskie, jakimi budżetami dysponują?

Podam jednak przykład. W Niemczech klany miesięcznie od sponsorów, partnerów – zależy, co kto obecnie uznaje za właściwe do nazywania, dostają/dostawały do 30 tys. euro. Dzieląc to przez jakieś 5, w odniesieniu do nabywczej siły pieniądza w naszym kraju, mamy 6 tysięcy euro czyli w przybliżeniu 25 tys. na miesiąc. Obawiam się, że klany nie dostają nawet 1/5 tego, czyli 5 tys. Mniej więcej tyle za moich czasów miał PGS. Czyli osiem lat temu! Owszem Niemcy to potężny rynek, ale jak to robią ich managerowie, że potrafią przyciągnąć pieniądze do drużyny, a jak to robią nasi?

Kiedyś te 5k miesięcznie, czyli ok 50-60K na rok, musiało starczyć na trzy bądź cztery wyjazdy zagraniczne i wszystkie polskie. Pensji nie było. Nie latało się samolotem tylko manager prowadził samochód na trasie liczącej dwa tysiące kilometrów.

Patrząc na pensje naszych graczy, jeśli istnieją, zaangażowanie firm polskich w esport, jest (...), czyli kiepsko. Gracze uciekają na zachód, bo tam są pieniądze i tam jest rynek. Nawet u "ruskich" jest lepiej. Stream z naszego turnieju Starcrafta 2 na goodgame.ru oglądało kilka tysięcy ludzi, u nas, ten sam mecz ze 250. Do tego wszystkiego dochodzi brak doświadczenia ludzi prowadzących takie drużyny (generalizuję, są wyjątki), oraz przysłowiowy brak pomyślunku. Jest wiele rzeczy, których nawet ja nie mogę zrozumieć.

Dlaczego nie można zaplanować wyjazdów, znając sporą część dat turniejów i kupić bilety lotnicze taniej, wcześniej?

Dlaczego robi się to na ostatnią chwile i płaci trzy razy drożej?

Czemu nie można zatrudnić własnego komentatora i puszczać mecze własnej drużyny poprzez własny kanał tv, wraz z reklamami, za które ktoś będzie musiał zapłacić?

Czemu oddaje się to komuś za darmo?

Jest wiele przykładów zmarnowanych okazji i niewykorzystanego potencjału, który nie tylko świadczy o braku pomyślunku ale i bezmyślności naszych "działaczy".

Co uważasz za swój największy sukces i największą porażkę w e-sportowej karierze?

Sukces i porażka to PGS, bo już nie istnieje, ale wciąż się o nim pamięta. Zresztą to nie tylko mój sukces, ale także sukces ryana, Darkiego i Joe Blacka, a także Adama Budrewicza, właściciela Multimedia Vision i Pentagramu, który kiedyś, po bez mała rocznych negocjacjach i spotkaniach ze mną "przyklepał" umowę.

Ośmieliłbym się, po latach, już z perspektywy czasu, stwierdzić, że Adam był takim polskim Muratem "Arbaletem" Zhumashevichem. Bez jego wsparcia i poparcia nie byłoby PGS i tylu medali.

Tak samo za sukces i porażkę równocześnie mógłbym uznać powstanie ligi Cybersport i sprzedanie Cybersportu, ligi, który tworzyłem – nie mówię tu o stronie newsowej, która, na dzień dzisiejszy, stała się tubą ESL, czy o okazjonalnych imprezach organizowanych dla partnerów, pod ich marką, a nie marką Cybersport. Chciałbym się mylić, ale nie sądze, że ta Liga jeszcze kiedyś ruszy, a w każdym razie nie na taką skalę, jak kiedyś. Większość już i tak została wytransferowana do ESL.

W ostatnim czasie, każda większa impreza w kraju organizowana jest w kinach. Czy sądzisz, że to najlepsza z możliwych lokalizacji?

To dobra lokalizacja, ale jako dodatek, chwilowa atrakcja. Kino to tylko ekran, scena, a arena walki powinna być gdzie indziej. Ogólnie to lokalizacja najgorsza z możliwych, jeśli chce się jej używać na stałe. Techniczna masakra, bo trzeba lawirować między krzesłami z kilometrami kabli. Bo na sali jest jakoś dziesięć kompów. Bo z tego też względu na kinowej sali pokazuje się raptem jeden mecz finałowy, a caly turniej rozgrywany jest online. A emocje i walka to nie tylko finał, to także walka o wejście do finału. A obserwuje to raptem 700 osób.

Co to za widownia 700 osób... to tyle co nic. W Łodzi było jakoś 3000 maksymalnie i sala świeciła pustkami. Pełna sala kinowa to pewnie niespotykane zjawisko, ale w kinie, więc w takiej skali i perspektywie to coś. Dla właścicieli kina. Ale jeśli esport chce kiedyś być sportem trzeba zapełniać stadiony. To hasło pewnie, ale hale sportowe – lodowiska, jak to robili kiedyś Czesi na PG Challenge, to jest to, pełen dostęp widowni, 1000 komputerów na jednej sali, przepływ widzów, a nie pilnowanie miejsc, bo ktoś poszedł do kibla.

Dalej... możliwość obserwowania graczy zza pleców i z każdego możliwości miejsca. Widownia – kibice, nie przychodzą do kina, przychodzą by oglądać gwiazdy. Na wielkiej sali 700 osób to pryszcz, jeden sektor na stadionie, ale już jakieś 10 tys. Chińczyków, czy 3 tys. Francuzów na widowni robi różnicę.

Do tego wszystkiego kina, bez przeproszenia, zwariowały wołając za salę tyle kasy, co wołają. Zwariował też ten, kto tą cene zakceptował. E-sport przewrócił multipleksom w głowie, wynajmując pełną salę i godząc się na taką cenę, gdy normalnie sale świecą pustkami, a filmy wyświetlane są dla pięciu widzów.

Czy profesjonalny gaming może być źródłem zarobku w naszej części świata? Jak myślisz, dałoby się z tego wyżywić rodzinę?

Odpowiedź nie może być jednoznaczna, bo pytanie jest nieprecyzyjne. Jeśli mówisz o naszej części świata w rozumieniu Polska. Pamiętajmy jednak, że kiedyś to stwierdzenie - nasza część świata - obejmowało jeszcze takie kraje jak ZSRR, Czechosłowacja, Rumunia, Węgry itp. itd., czyli Europę Środkowo - Wschodnią.

Ogólnie to tak, jeśli np. wziąć pod uwagę pieniądze zarabiane przez Na'vi i odnieść to do średniej krajowej w tamtym rejonie. Inaczej już to wygląda w Polsce, ale znów ciężko to odnieść do rzeczywistości. Pokaż mi polskiego e-sportowca, na światowym poziomie, który ma już rodzinę.

Z kolei biorąc pod uwagę same suche liczby. FX chyba w roku ubiegłym zarobiło trochę ponad 100 000 $, dzieląc to na 5 daje 20 000, mnożąć razy 3 PLN = 60 tys. PLN w ciągu roku na głowę. Co daje równe 5 000 na miesiąc. To jakieś dwa razy więcej niż zarabia statystyczny Polak, a realnie nawet 3-4 razy więcej. A zatem znasz już odpowiedź. Utrzymać się można. I to dobrze. Jest jedno ale.

By to zarabiać trzeba wygrywać i trzeba być mistrzem świata i odnosić sukcesy przez dłuższy czas. Z pewnością nie zrobią tego polscy gracze, którzy wygrali podwórkowy turniej, są w TOP10 ESL, czy allplay i przewróciło im się we łbie, jak polskim piłkarzom... Bo im się należy.

I jeszcze jedno tak. Można, bo przecież grając dla zachodniego, lub azjatyckiego klanu, nie dla polskiego, dostajemy jeszcze pensje na poziomie średniej krajowej, a więc te 5000 nam urasta do jakichś 7 000.

Miałeś okazję grać w najnowszą odsłonę Counter-Strike'a? Czy sądzisz, że ta platforma może wyprzeć „staruszka”, jakim bez wątpienia jest wersja 1.6?

Zagrałem chyba ze dwa razy, więc narazie nie mam zdania. Ogólnie to Valve już parę razy podchodziło do zmiany warty i nigdy nie doprowadziło sprawy do końca. Najpierw był to sam STEAM - zmiana z CS 1.5 na Steam. Potem było CS:CZ i na HLTV światowego finału WCG zamiast 35 000, jak w roku poprzednim, było 2 000. Streamu wtedy jeszcze nie było. Trzeci raz mieliśmy fail przy okazji wprowadzenia CS:S. Cała scena zostałą rozwarstwiona. W uproszczeniu - młodsi, ze względu na ładniejszy wygląd, poszli za CS:S, starsi zostali przy lepszej CS 1.6, zamiast wszyscy grać w jedną grę, którą de facto te wszystkie wersje są, tylko trzy razy za tą samą kasę.

W tym momencie był najlepszy moment na zmianę warty. Trzeba było doprowadzić sprawę do końca. Raz na ileś lat, jak to zrobił Blizzard, wymienić platformę (nie tak często jak to robi EA z FIFĄ, czy NFS). CS mógłby żyć wtedy wiecznie. Niestety Valve swymi działaniami doprowadziło tylko do rozbicia, rozwarstwienia sceny. Młodzi, nie znający starszych gier, starszych niż CS, Starcraft 1, czy pierwszy Quake, nawet CSS zaczynają już uznawać za dziadka, którym i tak jest, ale znów o sile CS nie stanowi jego wygląd, tylko grywalność.

Tymczasem dla mnie CS:GO wygląda jak lekko zmodyfikowany CS:S. To zresztą ten sam engine. Ale bez poprawek wyląduje wraz z CS 1.6 na śmietniku historii.

Poza tym jest jeszcze jeden problem – wsparcie serwerowe. Jeśli Valve pójdzie tropem EA i nie uwolni serwerów, GO po roku umrze.

Bez dobrego linuksowego i darmowego portu nie przeżyła żadna gra dłużej niż rok, dwa. Przykładów nie trzeba szukać długo – UT, Painkiller, teraz nowe wersje COD, DICE'owe produkty EA, że o Quake Live nie wspomnę. Czy ktoś pamięta, że kiedyś w Diablo, czy Starcrafta dwie osoby mogły sobie pograć w multi na jednym kluczu? Ja rozumiem, że chodzi o obronę praw autorskich, ale to również pazerność firm, które przekombinowały.

Z tego co pamiętam, w przeszłości odnosiłeś bardzo poważne sukcesy sportowe. Przypomnij o tym naszym czytelnikom.

W sumie to nie tak bardzo poważne. Trochę za późno zabrałem się za to judo. Nigdy nie byłem juniorem, gdzie zdobywa się pierwsze zawodnicze ostrogi. Ale miałem parę złotych akademickich medali, za studenckich czasów, siedziałem w uniwersyteckiej i akademickiej kadrze, biłem się w czołówce Polski seniorów, jakiś czas też byłem trenerem w poznańskim AZS i tyle. Ale trenuję w sumie cały czas, dla zdrowia i przyjemności.



Czym zajmujesz się w wolnym czasie, poza pracą dla allplay?

Przymierzam się do skończenia mojej kolejnej książki, w swoim tempie zresztą, a poza tym trenuję sobie nadal judo i przygotowuję się do Mistrzostw Europy Masters – czyli oldboyów. Póki co mam tytuł Mistrza Polski i Vice Mistrza Czech, a apetyt rośnie. Jeśli zdrowia starczy i nie zrobię sobie po drodze jakiejś krzywdy to w maju wystartuję. Okazja jest spora, bo ME odbędą się w Opolu. Nie trzeba będzie jechać daleko.

No i do tego jakoś na wiosnę chciałbym wystartować w półmaratonie, na maraton chyba za wiele rzeczy mi nawala. Całą jesień zresztą, ze względu na kontuzję, przeznaczyłem na bieganie, judo musiało poczekać, no i przebiegłem jakoś 330 km łącznie, rywalizując przy tym z naszym adminem Metą - Łukaszem Kozłowskim.

Wielkie dzięki za rozmowę, powodzenia w Mistrzostwach! Teraz chwila dla Ciebie.

Dzięki za rozmowę również, mam nadzieję, że w dobie STREAM TV ktoś to przeczyta.

Dla esportowców mam jedną radę – najpierw wyniki potem pieniądze. Nic wam się nie należy z góry.

Dla przyjaciół – dzięki, że byliście. Również dzięki tym wszystkim, którzy poświęcili wraz ze mną swój czas, pasję, nerwy, zapał, pieniądze, by spróbować rozwinąć e-sport.

Dzięki również wszystkim nowym ludziom, których dopiero poznaję w allplay, a którzy, mimo problemów, robią to, co robią.