Po pierwsze: kwalifikacje.

Na pierwszą sensację nie musieliśmy długo czekać. MVP Phoenix rozniosło Virtus.Pro i z łatwością awansowało do finału rozgrywek o dziką kartę. Pierwszą grę wygrał im niecodzienny pick Warlocka, który dzielił i rządził posiadając w swoim plecaku Aghanima i Refreshera. Koreańczycy pokonali faworytów do awansu nie pozostawiając cienia wątpliwości na temat tego, kto był lepszy. W finale napotkali jednak przeszkodę nie do przejścia. Okazało się, że w życiowej formie są aktualnie gracze Team Liquid ale o tym w następnym akapicie.

Po drugie: Team Liquid.

Nikt nie dawał im najmniejszych szans na awans do dalszej fazy rozgrywek, a oni śmiali się i zostawiali za swoimi plecami kolejne uznane marki. Po pierwszym dniu byli w ścisłej czołówce, a ostatecznie wywalczyli miejsce siódme z bilansem 8-7. Ich mecze były naprawdę ciekawe i choć dalej większość obserwatorów nie traktuje ich poważnie, ja myślę, że Amerykanie mogą wszystkich bardzo zaskoczyć.

Po trzecie: Europa taka słaba.

Niestety. Tegoroczny International wydaje się być poza zasięgiem europejskich drużyn. Wystarczy popatrzeć na tabelę, by zobaczyć, że w niechlubnej, dolnej części znalazło się aż czterech reprezentantów Starego Kontynentu. Największą sensacją jest fakt, że gracze Alliance, obrońcy tytułu z zeszłego roku, na tej właśnie fazie zakończyli swój udział w rozgrywkach. Kompletnie zawiodło Team Empire. Rosjanie wydawali się jednym z czarnych koni turnieju, jednak nie potrafili udźwignąć odpowiedzialności. Nie potrafił odnaleźć się Resolution, który jeszcze kilka miesięcy temu, podczas rozgrywek Starladder był okrzyknięty najlepszym midem turnieju. W Seattle był cieniem samego siebie. Kolejny topowy europejski skład, Fnatic, również odpadł z The International. Choć początek mieli bardzo obiecujący, ostatecznie ponieśli porażkę. Nie pomógł im Era, który wrócił do drużyny na najważniejszy LAN roku. Ostatnią "naszą" drużyną walczącą o miejsce w głównym evencie było Mousesports, jednak po epickiej dogrywce trwającej 80 minut, ulegli LGD i również musieli spakować walizki i zapomnieć o gigantycznych pieniądzach, które czekają na najlepszych. Ostatecznie jedynymi europejskimi drużynami, które awansowały do dalszej fazy są: nieobliczalne Cloud9, oraz chimeryczne Na'Vi. Kibice tych drużyn muszą być jednak gotowi na to, że nawet najmocniej trzymane kciuki mogą nie pomóc.

Po czwarte: liczby kłamią... albo i nie.

Choć statystyki jasno wskazują, że Evil Geniuses odniosło sukces podczas fazy grupowej, to w mojej opinii nie przyszło im to tak łatwo, jak można sobie wyobrazić patrząc na tabelę. Amerykański skład w dalszym ciągu pozostaje jednym z faworytów turnieju, jednak zniknęła gdzieś łatwość w wygrywaniu, którą jeszcze niedawno wszystkich zachwycali. Faza grupowa miała cichego bohatera i została nim drużyna Vici Gaming. Konsekwencja, z jaką wygrywali swoje mecze imponowała, a każde spotkanie było co najmniej dobre w ich wykonaniu. Choć jak wielu innym, dawano im małe szanse na sukces, udowodnili swoją wartość na arenie i kopniakiem w frontowe drzwi zapewnili sobie miejsce na szczycie tabeli. Do tej dwójki dorzuciłbym jeszcze graczy DK, którzy minimalnie przegrali z EG walkę o drugie miejsce, oraz Invictus Gaming, ponieważ z nimi po prostu trzeba się liczyć.

Po piąte: długie mecze, Skywrath Mage i Na'Vi.US.

Mecze na TI4 są zdecydowanie dłuższe niż na poprzednich turniejach. To fakt, nie ma co się kłócić. Mądrzy ludzie od statystyk wyliczyli, że spotkanie trwa średnio 10 minut dłużej niż podczas zeszłorocznych rozgrywek. Idealnym przykładem tego, jak wygląda dzisiejszy styl gry był pojedynek DK przeciw Cloud9, który zaczął się dopiero po 40 minutach. Do tego czasu widzowie mieli wrażenie, że nie oglądają Doty, a Farmville, gdzie zamiast świnek mieliśmy Meepo, a ziemniaki sadził Burning grający Nagą. Do długich meczy możemy doliczyć kompletnie nowych bohaterów w puli stałych picków. Gracze wszystkich drużyn jakby umówili się, że najgorętszym towarem lata 2014 będą Skywrath Mage, Brewmaster i Razor. O ile można zrozumieć częsty pick Panderena, o tyle pozostała dwójka nie gościła zbyt często na salonach. A już na pewno nie Dragonus. Ci, którzy dwa miesiące temu z przymrużeniem oka śmiali się z N0taila, który powiedział, że Skywrath i Meepo na stałe zagoszczą w puli wybieranych herosów, dziś mogą uderzyć się w pierś. Na koniec mojego wywodu chciałbym oddać honory drużynie Na'Vi.US. Chyba każdy komentator wróżył im disband po tym turnieju. Nikt w nich nie wierzył i może słusznie, bo Amerykanie odpadli z turnieju. Ale mnie urzekli swoją grą. Dla mnie byli najładniej grającym składem całego turnieju i choć wiem, że do końca TI jeszcze długa droga, to Na'Vi.US postawiło poprzeczkę bardzo wysoko. Mam nadzieję, że Natus Vincere nie zrezygnuje ze swojego amerykańskiego projektu, a ja będę mógł cieszyć się z oglądania tak pięknych zagrań, jak podczas ich meczu przeciw IG.

To by było na tyle. Życzę miłego weekendu wszystkim fanom Doty i przypominam o mających miejsce w całym kraju imprezach z tej okazji.

Bawcie się dobrze!

wizardlvl80